piątek, 10 maja 2013

IV

Rosalie:
Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=99Z0SPS3G68
Przestraszyłam się jak nigdy dotąd.Byłam jednym ze świadków,więc natychmiast zadzwoniłam na pogotowie ratunkowe.Ruszyłam w stronę rozbitego autokaru. Zjawiła się policja,chciałam zobaczyć co się stało.Niestety zostałam popchnięta co uniemożliwiało mi dojście.Powoli z autokaru wyprowadzano kilka osób. Jeden krzyknął - " Tam jest jeszcze ktoś',a następnie został pouczony,żeby nie gadał głupot. Ratownicy nie uwierzyli. Wszyscy odjechali. Było pusto. Stałam jak wryta, wiedziałam tylko tyle,że nie długo przyjadą ludzie,którzy odholują bus.Przypomniałam sobie słowa tego mężczyzny. Natychmiast weszłam do auta. Wystrój był lepszy niż w moim mieszkaniu.Nie zwracałam uwagi na to ,że wokół   była masa krwi ,a kanapy i wszystko inne rozwalone. Uznałam,że nie mam czasu na zwiedzanie tego miejsca.Starałam się odnaleźć osobę ,która 'możliwe' znajdowała się w busie. Usłyszałam dziwne jęki.Pobiegłam w stronę odgłosów. Leżał tam chłopak, został przygnieciony stołem,natychmiastowo próbowałam zdjąć przedmiot z jego ciała. Cudem mi się udało. Pomogłam mu wstać. Wyszliśmy z auta, a na mieście oczywiście pusto. Szpital był za daleko,aby zabrać tam chłopaka,więc udaliśmy się do lekarza. Nie ważne było jaką miał diagnozę,byle by przez rany nie dostało się zakażenie.Chłopak opowiedział lekarzowi co się dokładnie stało, ja natomiast musiałam wyjść. Zadzwoniła do mnie babcia ,że rodzice wyjeżdżają i będę w domu sama. Rozmowa dobiegła końca. Wyszliśmy z budynku.
- Jestem Justin,a Ty..? - Mam na imię Rosalie. - Ładne imię. Podziękowałam,a następnie nastąpiła 2 minutowa cisza.
-Może w to nie wierzysz,ale uratowałam Ci życie, gdyby nie ja spłonął byś razem z autokarem. -Dziękuje,naprawdę. Chciałam go jakoś pocieszyć..Był strasznie ponury. Zapytał się mnie co ma zrobić?Gdzie się udać?Nie miał tu nikogo.. Postanowiłam,że zabiorę go do siebie do domu. Nie znam go ,ale wydawał się taki biedny.. Wsiedliśmy do autobusu. Usiedliśmy na samym końcu,a ludzie nie mogli oderwać od nas oczu. Cały okaleczony,zapłakany,brudny chłopak i dziewczyna ,długie czarne włosy,oczy pomalowane eyelinerem, ubrana jakby miała iść na jakieś ważne spotkanie. Wyglądało to dziwnie. Znaleźliśmy się u mnie pod domem. Przerażał mnie swoim spokojem,ale także zasmucał.Nie wiedział co się stało gdzie jest,widziałam jak po policzkach spływają mu łzy. Poszłam do kuchni, miałam zamiar zrobić mu coś do jedzenia. Rodzice zostawili dużo rzeczy jednak ja zdecydowałam się na kanapki. Podałam mu je, zostawiłam go samego. Nie wiedziałam co robić kiedy panuje taka niezręczna cisza. Wróciłam. Po kanapkach nie było śladu, uśmiechnęłam się, on natomiast tylko bardziej pogłębiał się w smutku. Usiadłam obok niego. Spojrzał na mnie,a ja na niego.Miałam okazję spojrzeć w jego oczy, zobaczyć co się w nich kryje.On mnie potrzebował, nie wiedział co ma robić. Nie wiedziałam co robię. Rozpłakałam się mu prosto w twarz i mocno przytuliłam mówiąc "Dlaczego nic nie mówisz?Chcę Ci pomóc ,ale Ty nawet nie chcesz mojej pomocy!' On przytulił mnie jeszcze mocniej. Nagle chwycił mnie za ręce mówiąc "Chce twojej pomocy jak nikt inny, uratowałaś mi życie,wydaję mi się ,że żadna osoba nie weszła by do busa, miałaby gdzieś słowa tego mężczyzny ,ale Ty..Dzięki tobie ja tu jestem.' Były to chyba najmilsze słowa jakie kiedykolwiek usłyszałam.Były po prostu szczere.

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz